Kartki z pawlacza (17)

Wychodzę dzisiaj o zmierzchu z baru Murzynek (mój ulubiony) przy Kościuszki w Rzeszowie, cudownie sypie śnieg, czuję się lekki, wolny i szczęśliwy, ręce w kieszeniach, nie chcę niczego od świata, nie mam żalu do żadnej kobiety, która mnie odpuściła; przede mną prosta droga Grunwaldzką, chciałoby się krzyczeć z radości, wyskoczyć na latarnię i ogłosić manifest rzeszowskiego Dionizosa, stare rytuały i mity przywrócić tym zagubionym ludziom, którzy biegają po galeriach i hipermarketach, czego szukają? Przecież wszystko jest. Wystarczy, że nic mnie nie boli, kawałek chleba, czysta woda do picia i poezja wszechświata –

3 lutego 2015 (pewnie nie wierzycie, że to pesymista Dłuski napisał?)