Kartki z pawlacza (16)

Właściwie, co to znaczy dzisiaj “dobry wiersz”? Miłosz uważał, że taki, który nie jest zanadto poezją, ani zanadto prozą. Coś pomiędzy? “Forma bardziej pojemna”? Po 1989 roku krytyka wpisywała mnie w nurt neoklasycyzmu, no ale okazało się, że piszę też brudne, barbarzyńskie, turpistyczne wiersze, więc jak mnie przyszpilić, tak robią “badacze owadzich nóg”, muszą poetę wrzucić do jakiejś szufladki, wpisać w konwencje, zresztą większość wpisuje się w konwencje, bo chce nadążyć za modą, dostawać nagrody, być w podręcznikach, ja wolę zawsze “płynąć pod prąd”. Najlepiej określił mnie Jerzy Gizella, sam świetny poeta, w jakiejś książce, że jestem po prostu outsiderem (zewnętrzny, nie włączony). Od pewnego czasu świadomie piszę “złe wiersze”, mam gdzieś, czy ktoś mnie będzie drukował, już dość drukowałem, mogę funkcjonować w podziemiu czy drugim, trzecim obiegu, ważne, że tych paru wiernych czytelników zawsze miałem. Po co pisać? Po tym, co dokonali poeci romantyczni czy moderniści francuscy, amerykańscy, po tym, co napisał Fernando Pessoa czy Octavio Paz, co można dodać, Panie i Panowie? Nie bawmy się w trampkarstwo, albo Himalaje albo zabawa w piaskownicy. Lubię jednak  portal, gdzie każdy może zamieścić wiersz (nieszuflada), bo ludzie tu mówią szczerze i ostro, co im się podoba, co, dla mnie, poety w średnim wieku, który wiele razy drukował w “Kulturze” paryskiej i wielu znanych czasopismach, jest ciekawą przygodą, więc rozmawiajmy, po męsku, ostro, tylko błagam, nie wymyślajcie, że jestem mizoginistą, od dziecka uwielbiam kobiety, że lubię pedałować na rowerze, to znaczy, że nie kocham kobiet i jestem „pedałem”, sorry, gejem? Kocham ludzi, i kobiety, i mężczyzn. Po chrześcijańsku, do cholery, miłuj bliźniego, nie osądzaj, nie jesteśmy sędziami, a jak wiemy, nawet sądy się mylą…
31.10.2014, godz. 02:30