Kartki z pawlacza (15)

Wiem, że Facebook (gdzie niestety jestem obecny), zrozumiałem to, nie jest dobrym miejscem do osobistych zwierzeń. Nie pasuję do konwencji, nigdy nie pasowałem. Pewne osoby, które czytały na nim moje zwierzenia były w szoku. Cóż na to poradzę? Nie mogę wszystkich zadowolić. Nie rozumieją, że jest to też kreacja literacka. Nie oczekuję też pocieszanek lub haseł w stylu: “Weź się chłopie w garść”. Od czternastu lat walczę z depresją, cztery razy byłem w szpitalu, psychoterapia, od 2003 roku, kiedy zostałem sam, próbowałem na nowo ułożyć sobie życie, nadać sens tej walce, znaleźć w kimś oparcie, zawsze to się kończyło klęską, ale lubię walkę o sens wyższy… Nie jestem sam. Są młode osoby, które robią coś ważnego, ostatnio Kasia Bolec i Sabina Lewicka zorganizowały Warsztaty Kreatywnego Pisania, trzeba to kontynuować. Było dużo młodych ludzi, sam miałem wykład o metaforze. Jedyna taka rzecz na Podkarpaciu.
Mój przyjaciel, Adam S., który ostatnio przeszedł to, co przechodziłem przez 14 lat, wiele razy mi powtarzał, że wszystko to złudzenia. A co z wiarą? Przez większość życia byłem praktykującym katolikiem, od 2003 roku, kiedy po 10 latach opuściła mnie żona i zmarła mi matka, radykalnie zmienił się mój światopogląd. Wcale nie stałem się nihilistą, to proste, znam takich podwórkowych nihilistów, zawsze byłem człowiekiem wartości, stałem po stronie piękna, cokolwiek to dzisiaj znaczy. Śmieszą mnie zarozumiali ateiści, którzy SA tacy pewni, że człowiek to tylko zwierzę, które tylko żre i kończy w dole, a kosmos to jakiś przypadkowy Wielki Wybuch, spowodowany chyba przez zielone ludziki Putina…
Ale nie mam co już ludziom dawać z siebie, choć różni znajomi mają do mnie różne interesy, mnie się już nie chce. Dawałem komuś dużo z siebie, byłem gorący, a wyszło Nic. Ktoś po latach to doceni, kiedy mnie już nie będzie. Jak to pisał ks. Jan Twardowski: “śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Wielu to cytuje, tylko cytuje. Nic z tego nie wynika. Wygrywa nienawiść i klęska. Chociaż, kiedy dajemy dobro, to dobro też do nas powraca.
Wierzę, że Wszechświat stworzyła Wyższa Inteligencja. Jakiś Bóg, nic o nim nie da się powiedzieć. Przeczytałem dużo książek z teologii i filozofii religii, ale to bicie piany, sprzeczne koncepcje, niezrozumiałe dogmaty, sofizmaty, spekulacje, na końcu człowiek zostaje sam ze sobą, może tylko wyć do księżyca jak pies. Może deiści mają rację, Ktoś nakręcił ten zegar, jeszcze chodzi, choć niektóre elementy już wysiadły, ludzie naprawiają zegar, kombinują, sztukują, więc jeszcze zegar tyka, ale kiedyś padnie. A może życie na ziemi to taki eksperyment naukowy. Ktoś sobie obserwuje i świetnie się bawi. Niektórzy ludzie też bawią się innymi ludźmi, ich uczuciami. Ktoś powie, że jestem wrażliwy, przewrażliwiony, nie w tym problem, ja już mam bardzo słabą psychikę z powodu depresji i klęski osobiste, to dla mnie katastrofa. Wszystko mnie może zabić. Picie pomaga na chwilę, później się człowiek budzi i znowu jest bezradny, przerażony światem. Więc postanowiłem odchodzić w trzeźwości, pewnie nie uwierzycie?
Napisałem na studiach wiersz “Stary dom”, jest w pierwszym moim tomiku, jest w nim taka fraza: “wracam z podróży do Nikąd”. Pewien poeta z Bydgoszczy pytał czy to błąd? Nie zrozumiał. To neologizm, rodzaj metafory. Kraina Nikąd, tak ją dziwnie nazwałem, w takiej krainie teraz mieszkam. Czasami z niej wracałem do ludzi i próbowałem zbudować Dom, ale zawsze się walił. Teraz też zawalił po trzech latach ciężkiej pracy, słaby ze mnie budowlaniec, choć w młodości pracowałem na budowie wiele razy. Słaba zaprawa. Czy przez 3 lata żyłem znowu złudzeniem, że ktoś mnie kocha? Przecież zmysły nie kłamią, chociaż ktoś dawno napisał, że „świat jest snem wariata, śnionym nieprzytomnie”.
19.10.2014, godz. 03:15