Romantyzm jako projekt egzystencjalny

Nad naszym myśleniem o romantyzmie zaciążył mesjanizm, hasło „Polska Chrystusem  narodów”, wallenrodyzm, co jest zrozumiałe w narodzie, który wiele lat był zniewolony i drogo musiał płacić za swoją wolność, ale przecież tradycja musi nieustannie podlegać reinterpretacji, żeby pozostała żywa i aktualna dla kolejnych pokoleń. Możemy do końca świata cierpieć za miliony, ale w ten sposób nie zbudujemy silnej i nowoczesnej Polski, zbyt szybko jednak po 1989 roku dorobek romantyków wrzuciliśmy do lamusa, nauczyciele nie potrafią pokazać aktualności dzieł z tamtego czasu, który odpowiadają na elementarne pytania człowieka XXI wieku.

Proponuję w dziełach naszych romantyków szukać projektu egzystencjalnego, który dotyka naszych bolesnych problemów: rozpaczy ponowoczesnej, poczucia braku idei, pustki, beznadziei, bezsensu, wszechobecnego zła i cierpienia. Tak, w twórczość romantyków jest wpisana określona wizja człowieka i świata, która zagubionym Polakom (i nie tylko) daje odpowiedź na pytania o sens, ten elementarny, podstawowy, które nie pozwalają spać spokojnie. Dla mnie najważniejszy był zawsze Adam Mickiewicz, arcypoeta, która odczytał najlepiej nie tyle duszę polską, ale duszę człowieka w ogóle.

Sam poeta za swoje największe osiągnięcie uważał „Dziady”, które – jak wiemy – miały różne inscenizacje i interpretacje, zawsze okazywały się, w różnych momentach naszej historii, niezwykle aktualne. To w tym arcydziele jest mowa o tym, że naród polski jest jak „lawa”, z wierzchu „zimna i plugawa”, ale trzeba zstąpić do głębi, tam jest ogień, który nigdy się nie wyziębi (cytuję z pamięci, proszę znaleźć). Budzimy się jako naród w sytuacjach ekstremalnych, ale tak jest też z każdym człowiekiem, z punktu widzenia Karla Jaspersa, wiele o nas mówi, jak się zachowujemy wobec „sytuacji granicznych” (cierpienie, samotność, śmierć, walka). Mickiewicz jako pre-egzystencjalista? Dlaczego nie?

W okresie parysko-lozańskim autor „Pana Tadeusza” pisze wiersze, niezwykle dzisiaj świeże i dotykające fundamentalnych problemów antropologicznych i teologicznych, Mickiewicz-agnostyk, Mickiewicz-wątpiący, kiedy usiłuje dociec istoty Boga i powołania człowieka na tym „łez padole”, wstrząsające „broń mnie przed samym sobą”, bom grzeszny i słaby, nieporadny, zagubiony, kruchy jak „trzcina myśląca” Pascala. Poeta chce – jak my, dzisiaj – wydrzeć Bogu tajemnicę całego stworzenia, to już po klęsce Wielkiej Improwizacji, „Cóż robi rodzaj ludzki? – w swych dziejach się grzebie./ Twoja mądrość samego siebie nie dociecze./ A czyliż samo siebie zna plemię człowiecze?”.

Tak, postęp i historia, dziś to wiemy, nie nauczyły nas niczego. Holocaust, wojny, samozniszczenie, nacjonalizmy, nienawiść, na jakim fundamencie budować jutro? W zdaniach i uwagach poeta wyzna: „Trudniej dzień dobrze przeżyć niż napisać księgę”. A tylu poetów dzisiaj gubi pycha, że wierszem wyrażą cokolwiek, że dotkną tego, co niewyrażalne. I to wyznanie, kto pozostanie? Nie ci, co dzisiaj głośno krzyczą, politycy i celebryci, pełno ich w mediach, ale nasz arcypoeta udziela lekcji pokory, uniwersalnej, jakże aktualnej, to czytelna aluzja do Kazania na Górze, niech ją słuchają ci, którzy twierdzą, że brak nam idei:
„ Błogosławieni cisi, oni świat posiędą./ Niechże prawdę zrozumie, kto Chrystusa słyszy; Kto pragnie ziemię posiąść, niechaj siedzi w ciszy”.

Dzisiaj pytamy, gdzie szukać prawdy, gdzie są te nowe idee? Simone Weil, mądra, francuska mistyczka szukała jej w przeszłości, my, zafascynowani nowymi technologiami i modnymi ideologiami (liberalizm, gender) odrzucamy dziedzictwo romantyzmu, który jest bogaty w uniwersalną mądrość o człowieku. I jeszcze ten wstrząsający wiersz, w którym poeta pokazuje siebie jako trupa siedzącego wśród bliźnich, dusza gdzieś daleko się błąka i szuka, w tej duszy jest kraj, „ojczyzna myśli mojej”, swoisty raj, Eden, za którym poeta tęskni, który widzi „oczyma duszy”. Zgubiliśmy, niestety, tę uczuciowość religijną, już nie umiemy z duszą „uciec na listek”. Jak później napisze proroczo Baudelaire, autor „Kwiatów zła”, postęp zabije naszą metafizyczną wrażliwość i duchowość. Wygra materializm, chyba że wrócimy do źródeł, do wielowiekowej tradycji i przeczytamy ją na nowo, jako wciąż aktualny projekt egzystencjalny.

Rzeszów, 13 marca (piątek) A. D. 2015