Puszczanie pawia na rzeszowskim rynku

Siedzę na rynku pod parasolem
I obserwuję dwóch kloszardów,
Starszy z pawiem na głowie
Od czasu do czasu puszcza pawia,
Młodszy onanizuje się złamaną ręką,
Głęboka studnia przerywa im czkawką,
Czarne łabędzie wieczoru wachlują
Rozgrzane kobiety i kamienice,
Słyszę gwar pszczół śliniących się
Nad chmielem, sutki białych piersi
Przebijają cienką tkaninę nieba, gdzie
Jesteś biblio mojej durnej młodości,
Miłości zagubiłem w przedpokoju,
Została cisza mnicha na pustyni
I usta piasku, który rozsypuje się
Okradziony z pocałunków