Do salonowych nihilistów

Do salonowych nihilistów

Niepojęty, tylu w Ciebie wątpi, nie wierzy,
Przeklina Cię, a Ty mi wciąż dyktujesz wiersze,
Każdy z nich jest moją modlitwą, żegnam się przed
Wniebowstąpieniem, w imię Ojca, w imię Syna, w imię
Ducha Świętego, który 13 listopada 2003 roku
Dyktował mi słowa: zgadzam się na samotność
Dla dobra mojej córki. Ona jest dalej w moim
Sponiewieranym sercu, ale wyrosła śmiertelna
Góra w mojej duszy i nie umiem powstrzymać
Tego czarnego wiatru, który wieje przez ciało:
Nie zrozumiecie sensu światła, do którego chcę
Odejść, tam Jesienin, Stachura, Wojaczek
Czekają na podwieczorek miłości, nikt im
Nie poda dłoni, wspinają się pod nią na wzgórze
Syzyfa, zapalają świece ciała, całują umarłe
Usta kochanek, nikt im nie pomoże, tylko
Miłosne zorze

JESZCZE nie usiadłaś na ziemi, a już
Przekreślasz wszelkie nadzieje upadłych
Aniołów, dzięki nim jeszcze oddycham,
Na ścianie mojego piekła jarzębina
Kwili, żyj chłopcze dla wzniosłej
Czerwieni, jest symbolem zapomnienia,
Wcielenia tych bezsennych nocy, kiedy
Sufit zapala się nad głową, samotne
Pająki snują pajęczyny sonetów, nikt
Ich nie kocha, morderców, ich dzieci
Wydane na pastwę rozpaczy i zwątpienia,
Bo jak odnaleźć radość w środku lamentu,
Gdzie nawet kropla światła jest bezbronna

*
NIE MA dalej żadnej drogi najdroższy
kolego pragmatyczny poeto
domy spalone
zbyt dużo widziały
twoje prawdy odleciały
za ocean do zimnych krajów
gdzieś tylko na horyzoncie
kwili listek
listowi się lęk
więcej pokory
wobec słowa
które gdzieś krąży
między Saturnem i piekłem
ale ty tego nie zauważasz
zatopiony we własnym uwielbieniu
w estetycznym podniebieniu

BYĆ raną rano.
Szeptać światło.
W Twoich ramionach upadać.
Konwalia kaszle
W Twoim samotnym sercu.
Sypie się popiół w oczy.
Puste dłonie, kalendarze
Spalone, twarze opuszczone.
Śpiewasz sen.
Nie ma domów, tylko
Piasek pustyni w nas
mieszka.