Anioł bliski jak krew

Anioł  bliski jak krew

To przeczucie bliskie jak krew
Na rękach faszysty, że za rogiem
Rodzinnego domu zawsze jest nic;
Nie zostanie po tamtych ekstazach
Młodości ślad, litery na twarzy
Zarośnie wiatr, litanie do bogów
Utoną wśród gwiazd; nie proś
Więc o miłość, trwaj nad otchłanią,
Z głową w dół, anioł bez skrzydeł.

A w zimnej pościeli ona,
Bez liści i nadziei na chleb,
Odarta z elegii poetów, pokorna
Ścierka do podłogi, z czułością
Przytuli cię na ostatnią drogę,
Która zaczyna się i   kończy
Na małych przeczuciach

*

Dzikie czereśnie smakują jak cierpkie noce
Śliwki dojrzewają w snach szpaków
Orzechy zapowiadają wschód jesieni
Wśród nich księżyc jest zapomnianym bogiem
A ty kobieto liżesz podniebienie słońca
I kochasz stracha na wróble czyli poetę
Który otworzył ci drzwi do czyśćca
Gdzie aniołowie kołyszą oczy niewinnych
Wybacz kochana pokrzywom ich wiersze
Które parzą nasze okaleczone języki
Tam bóg lamentuje nad samotnymi

TAM, za lasem, gdzie opuszczają mnie
aniołowie, tam jest mój dół, tam chcę
pochować moje oczy, twarz, ręce,
nie mam nic więcej.
Ostatnia kochanka poranka
mnie dobija, bym nie męczył ludu liryką,
wzruszają ją seriale, bale i bankomaty;
Żyjemy, wygnańcy, wśród martwych traw,
gdzie biedronka spowiada się ze swoich kropek,
mszyc nieba, spowiadam moje Się z niezłomnych
upadków;
to tylko chwila, za chwilę wszystko utonie
w nieobjętej ziemi, w ciemnej sieni kosmosu,
gdzie kości umarłych gwiazd śpiewają